Demokracja Energetyczna

Demokracja energetyczna w Słupsku

W dniu 6 maja 2013 roku w poniedziałek licznie zebrani mieszkańcy Słupska - uczestnicy panelowej debaty pt. „Demokracja energetyczna w Słupsku” mogli dowiedzieć się czym jest demokracja energetyczna? Kto odpowiada za jej tworzenie? Komu i czemu służy? Po spotkaniu, któremu nie było końca panelistom zadawano wiele pytań, wyjaśniano wiele kwestii związanych z ideą rozproszonej energii.


Spotkanie zorganizowała Beata Maciejewska – gdańska działaczka na rzecz dialogu ekologicznego. Instytucjonalnie spotkanie wsparły: Fundacja Przestrzenie Dialogu we współpracy z Zielonym Instytutem i Fundacją im. Róży Luksemburg. Gospodarzem spotkania była „Wszechnica Społeczna” gazety „Moje Miasto”.

Do debaty pani Beata zaprosiła Dariusza Szweda i Michała Kitkowskiego. Spotkanie trwało ponad dwie godziny i przekroczyło wszelkie zaplanowane i niezaplanowane normy czasowe.

Oddajmy głos panelistom, aby dowiedzieć się o czym mówiono:

Beata Maciejewska: Demokracja energetyczna to nowy termin. Oznacza system, w którym każdy człowiek może stać się producentem i konsumentem energii. Chodzi tutaj o to, żebyśmy korzystali z odnawialnej energii, która nas otacza: słońca, wiatru, wody, biomasy. Gdyby tak się w Polsce stało, nie musielibyśmy być zależni od wielkich monopolistów energetycznych. Oni narzucają nam wysokie ceny energii elektrycznej a my nie mamy wyboru. A przemysł w tej „słonecznej energii” jest najszybciej rozwijającym się i przynoszącym najlepsze efekty zarówno ekonomiczne jak i ekologiczne.
To my obywatelki i obywatele powinniśmy być twórcami modelu energetycznego w taki sposób, aby zaspakajał on nasze potrzeby a jednocześnie nie niszczył środowiska.
Energia ze słońca staje się energią najbardziej efektywną i powszechną na świecie. Są państwa i to w naszej szerokości geograficznej, z takim samym nasłonecznieniem jakie mamy w Polsce, jak chociażby Niemcy, w których energia ze źródeł odnawialnych konkuruje z tą pozyskiwaną z dużych elektrowni konwencjonalnych i atomowych.
W Polsce niestety jest ogromne parcie na elektrownię jądrową. Jest to o tyle smutne, że proponowane lokalizacje dotyczą Pomorza i są w niedalekiej odległości od Słupska. Wielkie nadzieje w Polsce łączy się ze źródłami gazu łupkowe. Spycha się na dalszy plan kwestie ekologiczne: degradacji środowiska i zagrożenia wynikającego z eksploatacji elektrowni jądrowych. Zupełnie lekceważy się liczne protesty obywateli.
Polska do dzisiaj nie ma sensownych uregulowań prawnych dotyczących zielonej energii. Jest to tyle dziwne, że świat idzie w tym właśnie kierunku. Mamy nadzieje, że proces demokratyzacji energetycznej jest nieunikniony, zarówno ze względów ekologicznych jak i ekonomicznych.
Wzorcem dla nas powinny być Niemcy, gdzie państwo już dawno postawiło na energię odnawialną, a więc rozproszoną. I ta energia służy ludziom: 81 procent inwestycji w odnawialne źródła energii to inwestycje małych i średnich przedsiębiorstw, komunalne, osób prywatnych. Gdy ostatnio byłam w Berlinie pokazano nam wioskę z terenu byłej NRD, gdzie rolnicy zupełnie nie korzystają z energii przesyłowej czyli monopolistycznej. Produkują ją sami i jeszcze sprzedają. Dzisiaj wielu Niemców za energię odnawialną płaci o wiele mniej niż za tą przesyłaną z wielkich elektrowni.
Ludzie w Polsce zbyt mało wiedzą na ten temat. A słoneczne ogniwa fotowoltaiczne nie są drogie. Inwestycja wraca się po kilku latach. Brak niestety uregulowań prawnych.
O tym chcemy dzisiaj porozmawiać tutaj w Słupsku. Do rozmowy zaprosiłam panów: Dariusza Szweda – szefa rady programowej „Zielonego Instytutu”, który omówi zagadnienia ekonomiczne oraz Michała Kitkowskiego – z firmy Sun Sol, który skupi się na aspektach praktycznych.

Dariusz Szwed: Tak w rzeczywistości obecnie wracamy do źródeł, do lokalnych małych elektrowni.
Dzisiaj wojna o energię, to jest wojna o ropę. Ropy będzie coraz mniej, a zatem wojen o nią coraz więcej. Oczywiście rozpętujący wojny nie mówią, że jest to wojna o ropę, raczej o demokrację, jak np. w Iraku.
Postawię tezę, że o ropę nie musimy już walczyć. Gdybyśmy teoretycznie Saharę zabudowali panelami słonecznymi o powierzchni Polski, to cały świat miałby energii na wszystkie swoje potrzeby już dziś w nadmiarze. Jest to oczywiście pomysł absurdalny. Ale umieszczanie lokalnie paneli na dachach domów, zakładów, terenów zdegradowanych, nieużytkach czy innych terenach mało wartościowych gospodarczo, czy ekologicznie, to pomysł już nie jest taki niedorzeczny. Energia słoneczna, może zaspokoić energetycznie, przy dzisiejszej technologii całą Ziemię i to w nadmiarze. Bez degradacji naszego naturalnego środowiska.
Cały absurd tego, że wielu, szczególnie rządzącym to nieodpowiada, polega na tym, że energia to władza, sprawowanie kontroli nad źródłami energii, to trzymanie tej władzy. Energia rozproszona, odnawialna, to utrata wpływów finansowych i utrata władzy monopolistycznej, na rzecz władzy rozproszonej - lokalnej. Czyli demokracja energetyczna, wyrażająca się rozproszonymi, lokalnymi, obywatelskimi elektrowniami, to oddanie władzy wspólnotom obywatelskim, lokalnym. To właśnie demokracja.
Dzisiaj energia odnawialna to poważny sektor gospodarki. Są już tacy, którzy to zrozumieli. Na dzisiaj przodują Unia Europejska i Chiny. Polska w dalszym ciągu trzyma się XX wiecznych stereotypów. Znowu wskoczymy do ostatniego wagonu „zielonego pociągu”.
A przecież energia odnawialna to już dzisiaj energia tania, a będzie jeszcze tańsza. Słońca i wiatru nikt na granicy państwowej nie zatrzyma.
To również bezpieczeństwo energetyczne państwa. Dzisiaj wystarczy dokonać ataku terrorystycznego na wybrane elektrownie i państwo nie egzystuje. Gdy jest kilkaset tysięcy rozproszonych małych źródeł energii, taki atak jest niemożliwy.
Dzisiaj wielu biznesmenów w tym i nasz Jan Kulczyk interesuje się inwestycjami w tego typu energetykę. Dzisiaj jest to dynamicznie rozwijającą się gałąź gospodarki. Tylko polski rząd jakoś nie może tego zrozumieć i pcha się w elektrownie jądrową.
Premier Tusk swojego czasu w expose zapowiadał: „Uwolnijmy energię Polek i Polaków”. Niestety obietnice pozostały na papierze. Bo gdyby w Polsce uwolniono energię, korporacje będą miały mniej zysków ze sprzedaży energii z monopolistycznych elektrowni.
Gdy sami zaczniemy produkować energię, jak robią to w tej chwili nasi sąsiedzi zza Odry, to Słońcu nie będziemy już nic za nią płacić, a nadwyżkę jeszcze będziemy mogli z zyskiem sprzedać. Oczywiście technologicznie z czasem będzie tylko lepiej. Dzisiaj panel słoneczny jest sześciokrotnie tańszy niż jeszcze kilka lat temu.
No cóż bogaci Niemcy oszczędzają i zarabiają, a biedni Polacy płacą monopolistom i zużywają węgiel, przy okazji niszcząc swoje zdrowie i środowisko.
Dobrze, że nasze gminy widzą potrzebę zielonej energii. Widzi to Unia. Wcześniej czy później w Polsce zwycięży zielona demokracja. Szkoda, że rządzący blokują.

Michał Kitkowski: Zwiastunem paneli słonecznych produkujących prąd w Polsce są nieliczne jeszcze oświetlenia drogowe. Na dachach jeszcze niestety nie widać małych słonecznych elektrowni. Ale miejmy nadzieję, że jest to niedaleka przyszłość.
Kiedyś panele były drogie, zatem i droga oraz nieopłacalna była inwestycja w małych domkach. Dzisiaj jest zupełnie inaczej.
Co to są i jak działają ogniwa fotowoltaiczne? Są to, po prostu, krzemowe płytki półprzewodnikowe, w których znajdują się potencjały elektryczne, pod postacią złącza plus i minus. Służą one do zamiany energii promieniowania słońca w energię elektryczną. Proces ten nazywa się konwersją fotowoltaiczną. Padające na ogniwo słoneczne promieniowanie słoneczne wybija elektrony z ich miejsc w strukturze półprzewodnika, wtedy tworzą się pary nośników o przeciwnych ładunkach. Następnie zostają one rozdzielone przez istniejące na złączu plus-minus pole elektryczne, co w konsekwencji prowadzi do tego, iż w ogniwie pojawia się różnica potencjałów czyli napięcie elektryczne.
Wystarczy podłączyć odbiornik, aby doszło do przepływu prądu elektrycznego
Jeden, tzw. jednostkowy panel kosztuje 1000 złotych. Na domek potrzeba około 30. paneli. Zatem koszt inwestycji nie jest dzisiaj zastraszająco wysoki. A w przyszłości będzie jeszcze mniejszy.
Czekamy tylko na proste rozwiązania prawne w Polsce. Dzisiaj w kraju działają firmy instalacyjne. Na razie „trenują” w Niemczech.
Mam nadzieję, że od 1 stycznia 2014 roku w Polsce dojdzie do demokratycznej rewolucji energetycznej.

Andrzej Obecny: Niestety zapis dyskusji jest skrótowy i pobieżny. Ograniczone miejsce w gazecie nie pozwala na przytoczenie jej w dosłownym brzmieniu. Pozytywne jest to, że w niedługim czasie jest możliwe, abyśmy za energię elektryczną i cieplną płacili kilkakrotnie mniej.
Serdecznie dziękuję naszym dzisiejszym gościom. To była pożyteczna lekcja wychowania obywatelskiego i dobrego gospodarowania z poszanowaniem ludzi i przyrody w tle.
Gazeta „Moje Miasto” gotowa jest zorganizować jeszcze kilka takich debat, jeżeli znajdą się środowiska zainteresowane tym zagadnieniem. W myśl zasady kto pierwszy ten lepszy.
Chociaż pierwsi już byli.
Szkoda, że to znowu nie my.



do góry